strona główna 
 

 

 



Karate a igrzyska olimpijskie.

Zbigniew Ruta
Wałcz, 04.08.2016

Karate a igrzyska olimpijskie...

Od wielu lat jesteśmy świadkami zabiegów działaczy karate z całego świata o włączenie tej dyscypliny do programu igrzysk olimpijskich. Nie inaczej jest w Polsce. Na arenie międzynarodowej w wyścigu o olimpijskie laury brały udział przede wszystkim dwie federacje WKF (World Karate Federation ) oraz ITKF (International Traditional Karate Federation). U źródeł tych dążeń leży zapewne pragnienie zintensyfikowania rozwoju dyscypliny, zdobycie dodatkowych środków finansowych oraz nobilitowanie karate poprzez wejście do ekskluzywnego (?) grona dyscyplin olimpijskich.

W Polsce interesy obu wspomnianych federacji reprezentowały odpowiednio Polski Związek Karate oraz Polski Związek Karate Tradycyjnego.  Po śmierci lidera ITKF Sensei Hidetaka Nishiyamy /10 Dan/ i rozłamie w federacji na placu boju w Polsce pozostał już tylko Polski Związek Karate. Jego pozycję dodatkowo wzmocniła podpisana przez Prezydenta ustawa a dnia 23 lipca 2015 roku o zmianie ustawy o sporcie oraz ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych w zakresie skutków utraty statusu Polskiego Związku Sportowego.

W myśl zapisów określonych w tej nowelizacji Polskie Związki Sportowe, które nie posiadają przynależności do właściwej międzynarodowej federacji sportowej działającej w sporcie olimpijskim, paraolimpijskim lub innej uznanej przez Międzynarodowy Komitet Olimpijski mogą stracić status Polskiego Związku Sportowego. Takie podmioty z mocy prawa staną się związkiem sportowym działającym w formie związku sportowego. Jak zakłada nowelizacja stwierdzenie braku przynależności następować będzie w drodze decyzji ministra właściwego do spraw kultury fizycznej. W karate utratą statusu polskiego związku sportowego zagrożone są Polski Związek Karate Tradycyjnego i Polski Związku Karate Fudokan.

Dla Polskiego Związku Karate, który od lat borykał się z rażąco niskimi dotacjami w porównaniu do dotacji otrzymywanych przez Polski Związek Karate Tradycyjnego pojawiła się szansa na radykalną zmianę istniejącego stanu rzeczy. Czy zostanie wykorzystana to już całkowicie inna sprawa, bowiem organizacja ta od wielu lat ma kłopoty z zarządzaniem, organizacją szkolenia sportowego oraz własnym wizerunkiem w środowiskach sztuk walki.

Wczoraj z Brazylii nadeszła  długo oczekiwana przez działaczy związkowych wiadomość. Podczas 129 sesji plenarnej Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego, która odbyła się w Rio de Janerio w dniach 02-04.08.2016 roku członkowie komitetu podjęli decyzję o wprowadzeniu do programu kolejnych Igrzysk Olimpijskich następujących dyscyplin:  baseball/softball, karate, skateboarding, surfing i wspinaczka sportowa. Tak więc karate podobnie jak kiedyś judo zaprezentowane zostanie po raz pierwszy na Igrzyskach Olimpijskich w Tokio.

Turniej judo po raz pierwszy rozegrany został na igrzyskach w dniach 20–23 października 1964 roku w hali Nippon Budōkan w Tokio. Startowali wtedy wyłącznie mężczyźni i co nie powinno dziwić  we wszystkich wagach z wyjątkiem kategorii open zwyciężyli zawodnicy z Japonii. W królewskiej kategorii zwyciężył nieoczekiwanie Holender Anton van Geesing. Nota bene Japończyk, który przegrał walkę finałową z Gessingiem, nie mogąc ścierpieć porażki, próbował w hotelu targnąć się na swoje życie w czym przeszkodzili mu trenerzy...

Wszyscy na świecie oczekiwali, że judo po wejściu do programu igrzysk rozwinie się i będzie jeszcze popularniejszą dyscypliną. Niestety tak się nie stało. Ta wspaniała sztuka walki odarta z idei samodoskonalenia, wszechstronnego rozwoju oraz dążenia do doskonałości sprowadzona została do wymiaru sportu wyczynowego. Judo stało się wybitnie siłowe a zawodnicy zamiast budować wszechstronność zaczęli rozwijać dwie - trzy najskuteczniejsze techniki, którymi potem wygrywali walki. Nie wszyscy ćwiczący judo chcieli brać udział w wyścigach po medale - wielu zrezygnowało. Z dnia na dzień popularność judo spadała aby pozostać tym, czym jest w dniu dzisiejszym. Podobne zjawisko występuje w karate WKF. Spotykałem wiele razy zawodników posiadających brązowe pasy i nie znających żadnego kata. Po co ćwiczyć kata skoro startuję tylko w kumite ?!

O aferach dopingowych nie będę pisał dość powiedzieć, że w judo, tak jak w innych sportach olimpijskich problem ten występuje. Zawodniczka czy zawodnik ćwiczący sport zawodowo zrobi wszystko aby zdobyć medal olimpijski, który przekłada się na spore gratyfikacje finansowe i tzw. rentę olimpijską jak ma to miejsce w Polsce. Znane są także przypadki dopingu występującego w karate na poziomie Mistrzostw Polski. Pytaniem retorycznym jest co zrobią zawodnicy jeśli stawką będzie medal olimpijski ? Oczywiście nie należy zakładać powszechności takich praktyk, ale wystarczy jeden przypadek aby straciło całe środowisko... 

Niestety mam uzasadnioną obawę, że karate może podzielić losy judo. To co dla ruchu olimpijskiego było największą bolączką karate (wiele szkół, zróżnicowane przepisy, podziały organizacyjne) dla zwykłego Janka Kowalskiego może być jedną z zalet. Każdy w karate dzięki jego bogactwu znajdzie to, które najbardziej będzie mu odpowiadało.

Działacze karate często nie widzą bądź nie chcą widzieć zagrożeń jakie pojawiły się nad dyscypliną. Jednym z największych  jest utrata tożsamości. Aby przypodobać się MKOL działacze WKF zmienili przepisy współzawodnictwa. Najpierw wprowadzono zamiast tradycyjnych oznaczeń Aka (czerwony) i Shiro (biały) oznaczenia Aka i Ao (niebieski). Dlaczego ? Bo w telewizji lepiej wyglądają te kolory, sprawdzono to już w boksie stąd nawiązanie do koloru narożników (czerwony i niebieski). Także walczący w białych ubiorach judocy posiadający czarne pasy byli zdaniem komentatorów nie do rozpoznania - szczególnie podczas walki w parterze. Dlatego m.in. dla potrzeb transmisji i wyraźnego rozróżnienia zawodników wprowadzono judo-gi białe i niebieskie.  Wprowadzenie kolorów jest jednym z małych kroków zmieniających nasze tradycje. Czy ktoś pamięta dlaczego strój treningowy jest (był) biały ? Mnie uczono, że biały kolor oznaczał czystość intencji z jakimi podejmuję się treningu i w jakimi idę do walki. Za nic na świecie nie przyjdę na trening w czarnym, niebieskim, czerwonym czy ozdobionym lampasami i naszywkami do-gi. Oczywiście wszystko jest kwestią wyboru i indywidualnych preferencji.

Kolejną zmianą w karate jaką przegłosowano w zaciszu gabinetów było przyjęcie systemu punktowania z Tae-kwon-do. Obecnie walczy się do 11 punktów i punktuje według skali: 3 punkty (sanbon) za trafienie nogą w głowę, 2 punkty (nihon) za trafienie nogą w korpus i 1 punkt (ippon) za trafienie ręką. Wcześniej w karate sportowym walczono w formule sanbon shobu (do trzech punktów) co już było krytykowane przez zwolenników tradycyjnego podejścia do karate shotokan w którym obowiązywała historyczna zasada budo - ciosu kończącego (ikken hissatsu) przekształcona w walce sportowej w rywalizację do jednego dużego punktu (ippon) lub dwóch małych (wazari). Sportowa walka do 11 punktów z punktu widzenia obserwatora jest może ciekawsza (więcej się dzieje), jednak nijak ma się do idei japońskich pojedynków. Co jeszcze gotowi są poświęcić działacze karate aby je można było oglądać na igrzyskach olimpijskich ?!

Wejście jednej z kilku światowych organizacji karate do grona dyscyplin olimpijskich spowoduje spadek zainteresowania innymi organizacjami wśród sponsorów i mecenasów. Ba, także niektórzy urzędnicy mogą uznać, że skoro ktoś nie jest w organizacji karate olimpijskiego to nie warto mu pomagać. Oczywiście być może ucieszy to zwycięzców w olimpijskim wyścigu jednak może to być pyrrusowe zwycięstwo... Zmniejszenie pomocy samorządów, sponsorów i mecenasów spowoduje upadek małych klubów a w konsekwencji zmniejszenie ilości ćwiczących tę dyscyplinę sportu.

Jako osoba prowadząca od 35 lat działalność w małych miejscowościach wychowałem jak do tej pory około 60 czarnych pasów, które w większości poszły na studia do dużych ośrodków miejskich. Bardzo często zawodnicy ci kontynuowali treningi karate w innych klubach, czasem w innych organizacjach (polskich związkach). Zatem można śmiało postawić tezę, że zmniejszenie się ilości ćwiczących na prowincji spowoduje zmniejszenie się stanu osobowego klubów w silnych ośrodkach akademickich a w konsekwencji może przełożyć się poziom sportowy całej dyscypliny w tym kondycję polskiego związku.

Podobna sytuacja, chociaż w nieco innym wymiarze, miała miejsce z Taekwon-do. Po raz pierwszy dyscyplina ta została zaprezentowana na igrzyskach w Seulu w 1988 roku oraz w Barcelonie w 1992 roku. W Atlancie nie figurowała w programie igrzysk zaś na stałe do programu weszła od igrzysk olimpijskich w Sydney w 2000 roku.

Taekwon-do jest znakomitym przykładem jak wejście do grona dyscyplin olimpijskich zamiast oczekiwanego rozwoju spowodowało coś z goła odwrotnego. Pamiętam okres w którym sekcje tej dyscypliny sportu wyrastały jak grzyby po deszczu we wszystkich miejscowościach. Dzisiaj jest zupełnie inaczej. Z dwóch światowych federacji teakwon-do ubiegających się o status olimpijski MKOL uznało tylko jedną i jak na dłoni mogliśmy obejrzeć to wszystko o czym wspominałem powyżej. Swoistym potwierdzeniem moich obaw był  list jaki otrzymałem na adres klubu zapytanie ze związku taekwon-do, czy nie posiadamy jakiegoś utalentowanego zawodnika, który mógłby zostać objęty programem przygotowań do igrzysk olimpijskich (!).  Co takiego się wydarzyło z tą dyscypliną, że trenerzy taekwon-do szukali zawodników poza klubami należącymi do związku ? Nie muszę chyba nikogo przekonywać, że dobór i selekcja możliwy jest tylko tam gdzie mamy do czynienia z dużą ilością kandydatów do uprawiania danej dyscypliny...

            Przy okazji zwrócę uwagę na inny aspekt wejścia karate do programu igrzysk olimpijskich na który liczą działacze karate w Polsce, mianowicie pojawienie się karate w telewizji. Otóż mimo, że teakwon-do na stałe zadomowiło się w programie igrzysk to tylko raz udało mi się wyśledzić transmisję telewizyjną z zawodów tej dyscypliny. Oczywiście wszystko jest w serwisach internetowych, ale nie o tym marzą związkowi działacze.  Jeśli zobaczymy transmisję z zawodów karate na igrzyskach olimpijskich w Tokio to zapewne w nocy naszego czasu... Karate nie było i nie jest i nie będzie dyscypliną nośną reklamowo a naszywek promujących firmę sponsorską umieszczonych na karate-gi w jednym z polskich związków nie będę komentował !

Rachunek ewentualnych zysków i strat jakie spowoduje dla polskiego karate wczorajsza decyzja MKOL-u jak bym na to nie patrzył wychodzi in minus...

Na zakończenie jeszcze kilka słów o karate uprawianym w Polskim Związku Karate nazywanym powszechnie karate WKF. Aby lepiej zrozumieć ten fenomen musimy uświadomić sobie czym było WUKO (World Union of Karate Organisations) poprzednicza WKF. Otóż była to organizacja, która za cel postawiła sobie umożliwienie startu w bezpośredniej rywalizacji sportowej zawodników karate wywodzących się  z różnych styli i różnych szkół na drodze unifikacji przepisów współzawodnictwa.

Podobnie było z ITKF, która w zamiarze Mistrza Nishiyamy miała być organizacyjną platformą porozumienia pomiędzy karate Goju-ryu, Wado-ryu, Shito-Ryu i Shotokan. Co z tego wyszło to już wiemy. Obie organizacje (WKF, ITKF) wykreowały poprzez przepisy swoje własne style i chociaż w obu karatecy zdecydowanie odwołują sie do dziedzictwa szkoły shotokan to jednak ani jedno ani drugie nie przypomina już karate shotokan. Przedstawiciele tych organizacji na pytanie co ćwiczą odpowiadają WKF lub karate tradycyjne. Każda z tych organizacji koncentruje się na innych aspektach karate, każda z nich przekształciła techniki karate shotokan zmieniając ich motorykę oraz towarzyszący im sposób poruszania. Wszystko podporządkowano jedynemu celowi - zawodom oraz stosowanym przepisom.

Trudno się oprzeć wrażeniu, że przyjęte przepisy sportowe wręcz wykreowały nowe style walki - WKF i karate tradycyjnego. W historii sztuk i sportów walki w Polsce mieliśmy już taką sytuację. W pewnym okresie mieliśmy do czynienia z gwałtownym rozwojem sekcji i klubów kick-boxingu. W tamtych latach był to kontrolowany sposób rozgrywania kontaktowej rywalizacji pomiędzy przedstawicielami różnych szkół przy użyciu ochraniaczy i kasków, które miały za zadanie amortyzować techniki uderzane z większą siła niż na zawodach poszczególnych sztuk i sportów walki. W kick-boxingu startowali wytrawni zawodnicy z karate, taekwon-do a nawet wu-shu. Poziom rywalizacji był bardzo wysoki. Wkrótce pojawiły się medale na ME i MŚ. Niestety z czasem zaczęto organizować zapisy do sekcji kick-boxingu i serwować młodym ludziom mocno okrojoną wersję sportu walki (technik nożnych uczył karateka a technik ręcznych bokser) co musiało zaowocować  porażką. Bez solidnego i pełnego treningu źródłowego uprawianie kick-boxingu nie ma większego sensu.

Podobny błąd popełniany jest obecnie przez trenerów i działaczy WKF w Polsce. Oczywiście zapytani a te sprawy szkoleniowcy czy działacze odpowiadają, że ćwiczą shotokan tak samo jak w Polskim Związku Karate Tradycyjnego... W Polskim Związku Karate zmiana z karate WKF na karate shotokan polega na założeniu przez tych samych zawodników innego koloru ochraniaczy. Nadal jednak są to ci sami zawodnicy, poruszający się w ten sam charakterystyczny dla WKF sposób, używający takich samych strategii walki i wykonujący te same akcje techniczne. Jedyną zmienną oprócz wymienionego koloru ochraniaczy są zastosowane przepisy sędziowskie.

Karate shotokan uprawiane w polskich związkach ma się tak do karate uprawianego w innych organizacjach shotokan jak jajko do wydmuszki. I jedno i drugie wygląda tak samo jednak różni się całkowicie zawartością. Cecha ta stanowi jednak o bogactwie karate o którym już wspominałem. W ostatecznym rachunku każdy młody człowiek zajmujący się karate to jeden mniej, który może zostać narażony różnego rodzaju używki czy w późniejszym życiu tzw. choroby cywilizacyjne. Ważne aby karate niezależnie do tego jakie jest i skąd pochodzi ćwiczyć w prawidłowy sposób. Nie ma złego lub dobrego karate natomiast każde karate można ćwiczyć w dobry lub zły sposób. Wierzę że w World Shotokan Institute - Poland ćwiczymy je dobrze.

Dokąd zaprowadzi naszą dyscyplinę w Polsce wczorajsza decyzja MKOL przekonamy się w ciągu najbliższych kilku lat. Pomimo pesymizmu życzę wszystkim działaczom, trenerom oraz zawodniczkom i zawodnikom aby ta decyzja pozytywnie wpłynęła na ich karate oraz zaangażowanie w jego rozwój.

Oss !

 


 drukujwyślij ten link
 
    projekt, wykonanie: Dekorus